Ostatnie
lata nie były łatwe dla zespołu – fanom nie przypadła do gustu trylogia Uno!,
Dos! I Tre!, wokalista Billie Joe Armstrong walczył z narkotykami, a basista
Mike Dirnt i perkusista Tre Cool borykali się z problemami rodzinnymi.
Nowa
płyta przynosi fanom powrót do Green Daya z pierwszej dekady XXI wieku. W
przeciwieństwie do trylogii Uno!, Dos! I Tre!, która, jak zespół ostatnio
przyznał, była pisana bez przekazu i głównie dla samego faktu wydania płyty,
nowe piosenki znów są inspirowane realiami Stanów Zjednoczonych, sytuacją
polityczną i życiowymi doświadczeniami muzyków. Bang Bang nawiązuje do przeżyć sprawców
strzelanin w USA („I’m a semiautomatic lonely boy/You’re dead/I’m vell fed”), Outlaws
to wspomnienie buntowniczej młodości Dirnta i Armstronga, a Troubled Times opowiada
o Stanach Zjednoczonych na skraju katastrofy, w trudnych czasach – o takich,
jakie, zdaniem zespołu, są teraz.
Śmiało
można powiedzieć, że piosenki na Revolution Radio łączą w sobie cechy
poprzednich albumów zespołu. Cichy, spokojny i skupiający się głównie na partii
wokalnej początek Somewhere Now w dużym stopniu przypomina stylem Song of the
Century – pierwszy utwór na 21st Century Breakdown. Kolejna pozycja,
będąca zarazem pierwszym singlem z płyty – Bang Bang za sprawą szybkiego tempa
i mocnych uderzeń kojarzy się z Green Dayem z lat 90-tych ubiegłego wieku,
natomiast krótkie, urywane wersy brzmią jak te w St. Jimmy z American Idiot. Piosenka
tytułowa brzmieniem spokojnie wpasowałaby się na 21st Century Breakdown. Tak
samo jak album Nimrod kończy Good Riddance, Revolution Radio również zamyka melancholijny,
spokojny utwór wykonywany jedynie na gitarze akustycznej – Ordinary World.
Po ostatnim występie na AMAs zespół spotkał się z krytyką niektórych internautów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz